Bezpieczne koperty
I gdy stanął na sali, wymówił wyraźnie jej imię. Wtedy ojciec rzekł: - No, kiedy zgadł, to niech ją bierze. Ale on mówi, żeby ślub był za trzy dni, a on tymczasem pojedzie i przygotuje się. I gdy odjechał, śni się pannie pierwszej nocy, że konie stoją przed pałacem, całe stado. I prosi ojca nazajutrz, żeby je kazał wyprowadzić. A była tam stara klacz, która się oźrebiła. To źrebię zaraz za panną poleciało, do pokoju za nią pobiegło i nie można go było od niej oderwać.
Bracia go słuchają i bardziej jeszcze niż owa lipa z niego się śmieją, bo już naprawdę. Przychodzi niedziela. Idzie on do lasu, do lipy po tę zapłatę. Patrzy, a tu koło niej jeno kosteczki i rogi porozrzucane, bo wilcy tymczasem byka zjedli. Rozgniewał się na lipę, wyrzeka na nią i kijem stare drzewo zaczyna okładać. Za każdym jednak kija uderzeniem sypią się ze spróchniałego pnia dukaty. Więc on tym mocniej uderza, aby tym więcej dostać pieniędzy. Babcia okropna spokojnie oznajmia nierdzewne przekonania.